Między słowami [„Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”]

Z pewnego rodzaju smutkiem oglądałem filmy „Ojciec i syn” oraz „Ojciec i syn w podróży”. Twórcy i tytułowi bohaterowie tych dokumentów, Marcel i Paweł Łozińscy, próbowali przeprowadzić swoistą psychoterapię – włączywszy kamerę, zamierzali przepracować trudności, jakimi obrosła ich wieloletnia relacja. A była po temu szansa, wszak obaj są znakomitymi dokumentalistami, ludźmi wrażliwymi i rozumiejącymi, a przy tym niepozbawionymi wiedzy o prawach rządzących terapią. Nic jednak z tego – Łozińscy odbijali się od kolejnych problemów, opór ścierał się z oporem, mechanizmy obronne pracowały bez zarzutu. Udało się tylko stworzyć katalog z etykietą „niezałatwione” czy też „let’s agree to disagree”. Udało się tylko to – i aż to. Trzeba przecież pamiętać, że nazwanie problemu to pierwszy krok do jego rozwiązania. 

Ciągle nie dają spokoju pytania, jakie nasuwał dyptyk Łozińskich. Czy możliwe jest poznanie drugiego człowieka, tego najbliższego? Jeśli tak, to w jakim stopniu? Jak powinniśmy ze sobą rozmawiać, żeby komunikacja była skuteczna? Mi wydaje się, że głębokie, całościowe poznanie i zrozumienie innego człowieka jest niemożliwe – nawet jeżeli ma się po temu narzędzia, jakie dają psychologia czy antropologia. Nie pomogą też żadne zasoby, choćby i całe pokłady empatii i uwagi; na niewiele zdadzą się sprzyjające warunki zewnętrzne. No więc wydaje mi się, że jesteśmy, my, ludzie, oddzielnymi kosmosami i w dodatku odbijamy się od siebie jak jakieś piłeczki. Bo jeśli już mamy jakikolwiek wgląd w swoje uczucia i myśli, to pojawia się problem z ich adekwatnym nazwaniem. A sam język też nie ułatwia sprawy. Choć piękna ta polszczyzna, naprawdę wspaniała, obfita, giętka, szumiąca, to jednak zwodzi złośliwie – i tego, który komunikuje, i adresata komunikatu. No i jeszcze dalej: zostaje przecież problem nieświadomości, to, co o sobie wiemy, to przecież zaledwie wierzchołek góry lodowej. Żeby dopełnić tego pesymistycznego obrazu – cytat z listu Franza Kafki do Oskara Pollaka (za mottem „Pieta dell’Isola” Herlinga-Grudzińskiego): Jesteśmy opuszczeni jak zabłąkane dzieci w lesie. Kiedy stoisz przede mną i patrzysz na mnie, co wiesz o moich bólach i co ja wiem o twoich? A gdybym padł przed tobą na kolana i płakał, i opowiadał, co wiedziałbyś o mnie więcej niż o piekle, które ktoś określił ci jako gorące i straszne? Już dlatego my ludzie powinniśmy stać naprzeciw w siebie tak zamyśleni i współczujący, jak przed wejściem do piekła.

Właśnie z takim ciężkim bagażem szedłem na seans „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”, filmu Pawła Łozińskiego. Dokumentalista przedstawia w nim fragmenty kilku sesji Ewy i jej dwudziestopięcioletniej córki Hanny z terapeutą Bogdanem de Barbaro. Kobiety zgłosiły się do psychologa z trudnościami we wzajemnej relacji – niech starczy takie ogólnikowe określenie; każde bowiem konkretne ujęcie w słowa tego, co przeżywają bohaterki, a przeżywają bardzo silne uczucia, byłoby nieuprawnionym banalizowaniem (znowuż ten język!). Trudności są identyfikowane w czasie pierwszego spotkania z de Barbaro, ostatnie natomiast jest podsumowaniem wspólnej pracy. Pozostałe rozpoczynają się od refleksji na temat tego, co wydarzyło się pomiędzy sesjami, oraz określenia, jakie myśli i emocje towarzyszyły Ewie i Hani po ostatnim spotkaniu.

Łoziński przedstawia bohaterów swojego dokumentu w bliskich planach. Ich twarze wypełniają kolejne kadry, widz może przyjrzeć się dokładnie, jakie emocje rysują się na obliczach uczestniczek terapii i psychologa. Reżyser przypomina przy okazji, i robi to dobitnie, że nie ma niczego bardziej filmowego niż fizjonomia człowieka. „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” ma wręcz potencjał hipnotyczny – siła emocji, jakie przeżywają bohaterki dokumentu, niezwykle angażuje widza. Ogromna w tym zasługa terapeuty. Krakowski psycholog, absolutny mistrz w swoim fachu, prowadzi praktykę z zegarmistrzowską precyzją. Z zachwytem patrzy się na jego pracę: kiedy bardziej stanowczo, ale wciąż delikatnie nalega na klaryfikację, jak rozsądnie pracuje z oporem, kiedy stosuje parafrazę, jak operuje pytaniami otwartymi i zamkniętymi, jak porządkuje sferę emocji i poznania, jak używa ciszy, która pozwala nie tylko wybrzmiewać problemom, ale sprzyja ich formułowaniu. Jest przy tym niezwykle delikatny, rozumiejący i uważny. Ma się poczucie, że Hanna i Ewa całkowicie mu ufają. Anita Piotrowska w recenzji „Nawet nie wiesz…” słusznie zauważyła, że film może obalać mylące stereotypy, jakie narosły wokół terapii.

Dobrze, a co z tym poznaniem drugiego człowieka? No więc Łoziński dowodzi, że na pewno można się do niego zbliżyć i nauczyć szczęśliwie żyć tuż obok. Wydaje się, że to już bardzo dużo.

PS Poza tym sądzę, że podstawy psychologii powinny być przedmiotem obowiązkowym w polskich szkołach.

Bartosz Marzec

„Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”

PL 2016. 76 min.

reżyseria Paweł Łoziński | scenariusz Paweł Łoziński | zdjęcia Kacper Lisowski | montaż Dorota Wardęszkiewicz | produkcja Paweł Łoziński, Agnieszka Mankiewicz | obsada Ewa Szymczyk, Hanna Maciąg, Bogdan de Barbaro

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s