O „Ostatniej rodzinie”

Zbierałem się, i zbierałem, żeby pojechać do Sanoka, do muzeum, w którym znajduje się Galeria Beksińskiego. Z centralnej Polski droga to długa, toteż notorycznie odkładałem tę podróż. Odkładałem ją nawet wtedy, gdy znana już była data premiery filmu Matuszyńskiego i po ciepłym przyjęciu w Locarno wiadomo było, że jest to rzecz pierwszorzędna. No i tak zbierałem się, zbierałem, że film zdążył zdobyć Złote Lwy i trafić na ekrany kin. 

W każdym razie: debiutujący reżyser spełnił nadzieje pokładane w „Ostatniej rodzinie”. Przede wszystkim film, że tak powiem, „deromantyzuje” Beksińskich – ojca i syna. Zdzisław nie jest tu artystą pozostającym w jakichś szemranych konszachtach z samym księciem tego świata, nie ma żadnego faustowskiego wglądu w zakamarki piekła – maluje, czerpiąc inspirację zupełnie skądinąd. Nijak nie nadaje się na idola ponurych młodzieńców zafascynowanych „ciemną stroną człowieka”. Już raczej Tomasz, ale i tu też byłby problem. Nie jest on bowiem postacią jednoznaczną: trudno nazwać go natchnionym wrażliwcem, nie łatwiej impulsywnym pieniaczem. Niby ma w sobie te sprzeczne charakterystyki, zresztą powodują one u niego, jak to zostaje określone w filmie, „antyhomesotazę”, ale właśnie ona, ta swoista ambiwalencja, uniemożliwia zaszufladkowanie tej postaci. Nie zgadzam się przy tym z zarzutem postawionym przez kuzyna Beksińskich, wedle którego jego krewni zostali przedstawieni jako rodzina toksyczna. Nic bardziej mylnego. Sporo ze sobą rozmawiają, szczerze, czasem do bólu, a to o niebo lepsze niż mdła niedzielna kurtuazja – można więc założyć, że czują się ze sobą bezpiecznie i komfortowo. Mało tego, manipulacji ani wzajemnego grania na emocjach nijak tu nie uświadczysz. Bohaterowie mają natomiast podobne, rewelacyjne poczucie humoru, na pewno się lubią, ba, na pewno się kochają – oglądając film, nie miałem co do tego najmniejszych wątpliwości. Poza wszystkim: czy w toksycznej rodzinie możliwa jest rozmowa dorastającego syna z matką (!) o bardzo intymnych problemach? Tak, tych problemach. No ja nie sądzę.

Myślę, że „Rodzina” to nie tylko skuteczne odbrązowienie dwóch kultowych postaci, ale też przeprowadzenie dowodu, że nie ma mowy o „przekleństwie”, jakie miałoby ciążyć na Beksińskich. Pryzmat codzienności, w której co pewien czas pojawia się śmierć (oglądając film, chciałoby się powiedzieć: ot tak, zwyczajnie, po prostu, jak to śmierć), okazał się świetnym kluczem narracyjnym. Matuszyński pokazuje, że „fatum jest nagie” i przywraca legendom należny im ludzki wymiar (znakomitym środkiem do tego celu okazało się poczucie humoru Zdzisława i Tomasza, humoru czarnego, wisielczego. Dysponują nim zresztą i inni członkowie rodziny, co widać choćby w scenie, w której jedna z babć Tomasza, widząc, że wnuk zbliża się do klatki ich bloku, ostrzega drugą: „Gestapo idzie!”. W tym „kontekście” uwagę zwraca też koszulka Tomasza, stylizowana na odzież muzycznych fanbojów, na której widnieje napis „Hitler. European tour 1939-1945”).

Jest jeszcze coś, co wydaje mi się ważne w całym przedsięwzięciu i poniekąd łączy się ze wspomnianym humorem. To samo podejście bohaterów do śmierci: proces akceptowania tego, że odchodzi ktoś bliski, przepracowywanie żałoby, czasem oswajanie jej żartami, które ktoś może uzna za niestosowne, ale komuś innemu dadzą zbawienny oddech. „Ostatnia rodzina”, poza tym, że opowiada o Beksińskich, jest filmem właśnie o śmierci. Co jeszcze istotne w tym kontekście: Matuszyński odważne ujmuje temat samobójstwa. Zwykło się bowiem mówić, że akt ten jest jakiegoś rodzaju ucieczką czy objawem tchórzostwa i właśnie w ten ton uderza lekarz, który odratował Tomasza po jednej z jego prób samobójczych. Zdzisław odpowiada doktorowi, że jest dokładnie odwrotnie: samobójstwo wymaga wielkiej odwagi – i może nawet należało uszanować decyzję jego syna. Czy się z tym zgadzamy, czy nie, wypada uznać, że Matuszyński poruszył pewne tabu, a tabu od czasu do czasu chyba warto poruszyć,  choćby po to, żeby sprawdzić, czy jest nam jeszcze potrzebne.

PS Do Sanoka w tym roku już pewnie nie pojadę, ale do Krakowa – całkiem być może. A w Krakowie właśnie już 8 października zostanie otwarta wystawa dzieł Beksińskiego. Wydarzenie organizuje galeria sanocka.

Bartosz Marzec

„Ostatnia rodzina”

PL 2016. 124 min.

reżyseria Jan P. Matuszyński | scenariusz Robert Bolesto | zdjęcia Kacper Fertacz | montaż Przemysław Chruścielewski | produkcja Aneta Hickinbotham, Leszek Bodzak | obsada Andrzej Seweryn, Dawid Ogrodnik, Aleksandra Konieczna, Andrzej Chyra, Zofia Perczyńska, Danuta Nagórna, Alicja Karluk, Magdalena Boczarska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s