2016: Podsumowanie

No i jest: podsumowanie roku. Wybrałem 20 moich ulubionych filmów, które trafiły do polskich kin w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Tworząc listę, kierowałem się z jednej strony odczuciami, z drugiej – oceną wartości artystycznej. Trudno poddać oba czynniki rzetelnej operacjonalizacji, ranking ma więc charakter całkowicie osobisty – składa się z filmów, które i lubię, i uważam za bardzo udane.


20. „Ostatnia rodzina”
Tekst o filmie.

19. „Fuocoammare. Ogień na morzu”
Poetyka obserwacji, jaką Rosi zastosował wcześniej w „Rzymskiej aureoli”, tym razem dała piorunujący efekt.

18. „Anomalisa”
Ziemia, 2016: okazuje się, że potrzeba animacji, żeby pokazać scenę seksu osób raczej nieatrakcyjnych. Poza tym, zespół Fregoliego, wszyscy przypominają wszystkich; wszystko przypomina wszystko. Poza poza tym: znowu Looptroop – „Still Looking”.

17. „Chevalier”
Athina Rachel Tsangari robi sobie jaja z kultury maczyzmu i rywalizacji, bycia „najlepszym we wszystko”. Serdecznie się pośmiałem, tym bardziej, że był to humor podany na zimno, w stylu Nowych Greków, dużo nonsensu, nawet surrealizmu, także sporo ciemności. W dodatku mikrokosmos wędrującego donikąd luksusowego jachtu, na którym toczy się akcja, urasta tu do metafory Grecji sprzed doby kryzysu. No właśnie, czy tylko o Grecję tu chodzi?

16. „Lobster”
Takie Hollywood mi się śni.

15. „Paterson”
Tekst o filmie.

14. „Barany. Islandzka opowieść”
Tekst o filmie.

13. „Syn Szawła”
Powtarzam: niezbadane są możliwości formy filmowej.

12. „Pokój”
Świetnie, że film zaczyna się na nowo w miejscu, gdzie wielu reżyserów właściwie by go zakończyło (zresztą z bardzo dobrym skutkiem). Abrahamson nie poprzestaje jednak na horrorze uwięzienia (niczym z akt sprawy Józefa Fritlza) oraz przedstawieniu roli kultury w procesie wychowania, ale dodatkowo pokazuje też życie-po-horrorze, próby radzenia sobie z traumą i uczenia się funkcjonowania w zupełnie nowym świecie. Aha, no i jeszcze ta genialna Brie Larson!

11. „Nienawistna ósemka”
Troszkę zredagowany komentarz, który napisałem przy innej okazji:

Przeczytałem kilka świetnych tekstów, dwa razy tyle inspirujących komentarzy dotyczących „Nienawistnej ósemki”, ale nigdzie nie natknąłem się na to, co najbardziej uderzyło mnie u nowego Tarantino. Otóż „Nienawistna” to chyba pierwszy tytuł w dorobku tego reżysera, który jest tak wyraźnym (nomen omen) listem miłosnym do kina i – do Ameryki (wyobrażonej). W dodatku owa zwidziała mi się tu wręcz jako krewna X Muzy.

Tarantino, wiadomo, równie swobodny, co kompetentny znawca-fanboj kina, mistrz żonglowania cytatami, a przy tym przedni jajcarz z niebywałą wyobraźnią. Zachwycam się jego filmami od lat, długo nosiłem Winstona Wolfa na filmwebowym awatarze. Wszystko to jednak, cała ta postmodernistyczna wirtuozeria unurzana w galonach krwi i flaków, wydawała mi się pozbawiona subtelniejszego afektu do kinowej materii. W „Nienawistnej ósemce” jest trochę inaczej.

nienawistna-osemka-1
„NIENAWISTNA ÓSEMKA” (2015) REŻ. QUENTIN TARANTINO

Wnoszę po liście, lejtmotywie filmu, którego jak jakiejś świętej relikwi strzeże czarnoskóry major Warren. Jego autorem miał być Abraham Lincoln, postać-symbol. Wpierw listem zachwyca się John Ruth, chyba sympatyzujący z Unią. Bohater wpada w złość, kiedy okazuje się, że autorem pisma nie jest Lincoln, a Warren. O dziwo, mądrzejszą postawę przyjmuje południowiec Mannix. Ów szeryf in spe od początku doskonale zdaje sobie sprawę, że list jest falsyfikatem. Kiedy jednak zbliża się jego ostatnia godzina, prosi Warrena, żeby przeczytał szlachetne słowa – które nie zostały napisane przez Lincolna.

Tak więc list-symbol-Ameryki jest falsyfikatem, złudzeniem, bajką – jak kino. I jak kino działa na odbiorców: Rutha, Manniksa i chyba też samego Warrena. Ich reakcje są prawdziwe – jak reakcje widzów. Są więc i kino, i list nieprawdą, która, poprzez autentyczne reakcje odbiorców, mówią prawdę o nich samych.

A co zawierał list, który tyle namieszał? Ano słowa w duchu założycielskiej dla Ameryki wolności i równości. Ideowej esencji Ameryki (wyobrażonej). Proszę Państwa, Tarantino to sentymentalny skurczybyk!

10. „Kwiat wiśni i czerwona fasola”
Ćwiczenia z powstrzymywania się od płaczu w miejscach publicznych.

kwiat-wisni-1
„KWIAT WIŚNI I CZERWONA FASOLA” (2015) REŻ. NAOMI KAWASE

9. „Zwierzogród”
Jest taki psi sucharek, można go zatytułować „Odpieskowe zapalenie mózgu”. Ten film natomiast mógłby nosić podtytuł „Odzwierzątkowe zapalenie mózgu”. Bardzo mi się podoba, że twórcy nie forsują tez w rodzaju „Każdy może być każdym”, bo to po prostu nieprawda, ale mocno trzymają się przy tym tego, że „Każdy ma prawo być sobą”. Za serce łapią sceny, które nawiązują do współczesnych lęków przed Innym, ale też do cynicznego nakręcania spirali nienawiści czy zwykłego, już właściwie bezwstydnego rasizmu. Autorzy zatrzymują się tu co prawda w pół drogi, ale i tak zachodzą dosyć daleko. Wspomniałbym jeszcze o najlepszym nawiązaniu do „Ojca chrzestnego” co najmniej od czasu „Bękartów wojny”. No i też polskie tłumaczenie, które dostarcza wspaniałych antropomorfizujących sucharów w rodzaju: „hipopotam Hipolit”, „niedźwiedź Misiura”, „wydra Pani Wydralska”, „króliczka Hops aka Karotka” (proszę też zwrócić uwagę na „Rainforest District” przetłumaczony jako… „Las Padas” <3).

8. „Kosmos”
Po śmierci Andrzeja Żuławskiego powstało bardzo dużo ciekawych tekstów, o dziwo znacznie więcej niż po odejściu Andrzeja Wajdy. O dziwo, bo pierwszy przez wiele lat był twórcą trochę zapomnianym (chociaż od czasu poświęconej mu retrospektywy na Nowych Horyzontach w 2008 roku zaczęło to się zmieniać). No więc w owych tekstach powtarzała się opinia, wedle której „Kosmos” jest artystycznym testamentem Żuławskiego, logicznym zwieńczeniem jego drogi, także pożegnaniem inteligenta z Kinem, pożegnaniem wyjątkowo mocnym akcentem – udaną adaptacją podobno nieadaptowalnej prozy Gombrowicza. I to wszystko to prawda.
Tekst o kinie Żuławskiego.

7. „Scena ciszy”
Tekst o filmie.

6. „Swobodne opadanie”
Tekst o filmie.

5. „Zabójczyni”
Kultura Azji Wschodniej to jest wielka sprawa.

4. „Bracia”
Rozpadało się wtedy we Wrocławiu, na Nowych Horyzontach.

3. „Służąca”
#lovewins, i bardzo dobrze, chociaż słuszna sprawa sama nigdy nie robi kina. Chodzi tu raczej o co innego: o twisty, o scenariusz. Kiedy myślisz sobie: „No dobra, jestem zaskoczony, przyznaję, udało ci się, Park”, wtedy koreański reżyser ponownie otwiera zapadnię. Jest też charakterystyczny dla tego twórcy motyw zemsty, bardzo kinowy, i znów pysznie wygrany. Są oczywiście piekne kolory i kadry. Czysta przyjemność, aż chyba obejrzę trzeci raz.

sluzaca-1
„SŁUŻĄCA” (2016) REŻ. PARK CHAN-WOOK

2. „Miara człowieka”
To pewnie zaskakująca pozycja i przyznam, że mam pewną trudność z uzasadnieniem. Jest to przecież realizm spod znaku kina Dardenne’ów, bardzo lubię tę stylistykę, ale to przecież nie wystarczy (tym bardziej, że Brizé’owi łatwo zarzucić epigoństwo). Może więc zasłonić się genialnym Vincentem Lindonem? Hm, też niezbyt dobra strategia. Powiedzmy więc tak: niesamowicie ujmuje mnie główny bohater, jego ciepło, spokój i cierpliwość; spojrzenie, którego nie potrafię opisać. Model idealny mężczyzny.

1. „Perłowy guzik”
Leokadia Anna Przebinda, jedna z autorek nowego przekładu „Mistrza i Małgorzaty”, w świątecznym „Tygodniku Powszechnym” opowiada, że Ireneusz Kania, tłumacz m.in. Kawafisa, stwierdził, że „[…] Portugalia to taki balkon Europy, odwrócona do niej tyłem i zapatrzona w ocean […]”. Gdyby odnieść to porównanie do Ameryki Południowej, to Chile byłoby nie balkonem, a tarasem widokowym zlokalizowanym na dachu kontynentu – z widokiem na Ocean.

Reżyser Patricio Guzmán w eseistyczny sposób przedstawia dzieje swojego kraju – z perspektywy Oceanu (chilijskie arché to woda). Opowiada o zagładzie patagońskich kultur dokonanej przez europejskich kolonizatorów w XIX wieku i o ofiarach reżimu Pinocheta, zrzucanych z helikopterów do Oceanu. Bez wyroku sądowego, bez pochówku, uznawanych za „zaginionych”.

Nie ma jednak w filmie Guzmana ciężkostrawnej martyrologii. Jest za to, jeżeli można tak powiedzieć, subtelna poezja. Woda zostaje wpisana w szerszy plan –  kosmiczny, co nadaje całości wymiaru metaficzycznego. Roberto Bolaño i Pablo Neruda lubiliby.


Bartosz Marzec

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s