Milczenie i (nie)widzialność

Jest taki nieco zapomniany przymiotnik – „mądry”. Dlaczego właściwie sięgamy po niego dosyć rzadko? Może dzieje się tak przez pewną nieostrość, której nie lubi wymagana zewsząd precyzja języka czy inna bezduszna mierzalność. Bo i w sumie cóż ta mądrość niby oznacza? Chodzi o wiedzę? O inteligencję? O jakieś życiowe doświadczenie? Mój Słownik Języka Polskiego PWN (Warszawa 1996) podaje, że mądrość to „wiedza nabyta przez naukę lub doświadczenie i umiejętność jej wykorzystania”. Czyli z grubsza rzecz biorąc i wiedza, i inteligencja (swoją drogą tu dopiero zaczęłyby się problemy z definicją!). Ale dalej czytam, że mądrość to również „spryt życiowy, przebiegłość, przemyślność” oraz pachnące pejoratywnie „mądrości ludowe”. Pozostańmy więc może przy bezpiecznej hipotezie o nieostrości, a mi tymczasem niech będzie wolno użyć określenia „mądry” wobec Asghara Farhadiego. W „Kliencie” reżyser prezentuje bowiem postawę zachowawczego mędrca, sceptyka, który wskazuje zagrożenia wynikające z pokusy zemsty – a tym samym stara się wstrzymać rękę tego, kto zamierza się kamieniem.

Emad i Rana to młode małżeństwo. Oboje są aktorami teatralnymi, Emad dodatkowo pracuje jako nauczyciel. Tu malutka dygresja: ponoć Jean-Luc Godard powiedział, że mężczyzna i kobieta, którzy nie lubią tych samych filmów, prawdopodobnie (nomen omen) rozstaną się. Gdyby rozszerzyć wykładnię tej paremii o pary zainteresowane teatrem, można by wysnuć wniosek, że bohaterowie „Klienta” dobrali się odpowiednio – oboje pracują nad przedstawieniem „Śmierci komiwojażera”. Do wątku teatralnego przyjdzie jeszcze nawiązać, na razie trzeba go odłożyć. Oto bowiem bohaterowie muszą niezwłocznie wyprowadzić się ze swojego mieszkania. Kiedy udaje im się znaleźć zastępcze lokum, szybko okazuje się, że wcześniej zajmowała je kobieta, która „prowadziła szalony tryb życia” i „miała wielu znajomych” (ciekawe, że w stosunku do tej postaci, skądinąd wielkiej nieobecnej całej historii, padają wyłącznie eufemizmy). Pewnego dnia, już po przeprowadzce, Rana podniosła słuchawkę domofonu, po czym otworzyła drzwi do klatki schodowej oraz te prowadzące bezpośrednio do mieszkania. Była pewna, że wpuszcza Emada. Ten przecież ledwie co wyszedł z domu, ot najwyraźniej czegoś zapomniał. Niestety okazało się, że wpuściła tytułowego „klienta” – który nie wiedział, że po dotychczasowej lokatorce w mieszkaniu pozostały tylko rzeczy osobiste.

Rana ma potężny siniak pod okiem, jest okaleczona, także, a właściwie przede wszystkim – psychicznie. Boi się zostawać sama, a do łazienki, gdzie zastał ją napastnik, nie chce wchodzić w ogóle. Zawiadomienie policji szybko przestaje wchodzić w rachubę – kobieta chce o wszystkim zapomnieć. Może dlatego nawet mężowi nie mówi całej prawdy: najpierw twierdzi, że widziała tylko ręce intruza, później – po tym jak zeszła ze sceny w czasie przedstawienia – tłumaczy, że wzrok jednego z widzów przypomniał jej jego spojrzenie. Emad chyba też najchętniej przemilczałby całą sprawę. Drażnią go wypytywania sąsiadów, nie podoba się, że o nieszczęściu dowiaduje się zespół teatru. Reżyser z całą pewnością nie przypadkiem umieścił fragment plakatu promującego „Hańbę” Bergmana w kluczowej scenie swojego filmu – pytanie tylko, czy to nawiązanie odnosi się do źródeł postawy Emada.

Problem milczenia ma w „Kliencie” swój „odpowiednik wizualny”. Farhadi opowiada o widzialnym publicznym, które wdziera się w prywatne, a więc to, co raczej niewidzialne. Mówi o doświadczaniu oglądania i byciu oglądanym, o przemocy spojrzenia, które upokarza, i zgody na spojrzenie, czyli podstawy kontraktu między aktorem a widzem. Reżyser porusza zagadnienie teatru, który przenika do codzienności: zestawia scenografię przedstawienia i „scenografię” mieszkania (początkowo pozwalającą sądzić „klientowi”, że zastał kobietę, której się spodziewał); podkreśla też znaczenie kulisów, tej przestrzeni progu, gdzie przedstawienie wspaniale miesza się z tym, co codzienne. Imponująca jest antropologiczna warstwa „Klienta”, ale uwagę zwraca też subtelność, z jaką Farhadi konstruuje swoje dzieło. Liczne wątki, pozornie dalekie od głównego nurtu fabuły, powoli i dyskretnie łączą się ze sobą, tworząc zniuansowany obraz milczenia i (nie)widzialności  ale także intrygujący obraz winy, która wcale nie musi być oczywista, i kary, która podszyta mściwością raczej nie prowadzi do dobrego.

Tekst ukazał się także na stronie internetowej 5kilokultury.pl.

Bartosz Marzec

„Klient”

reżyseria Asghar Farhadi | scenariusz Asghar Farhadi | zdjęcia Hossein Jafarian |muzyka Sattar Oraki| montaż  Hayedeh Safiyari | produkcja Asghar Farhadi | obsada Shahab Hosseini, Taraneh Alidoosti, Babak Karimi, Farid Sajjadi Hosseini, Mina Sadati, Mojtaba Pirzadeh, Emad Emami, Sam Valipour

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s