2017: Podsumowanie

Plan totalny: obejrzałem 358 filmów (35 z nich to filmy krótkometrażowe).

Plan ogólny: ze wszystkich filmów, które trafiły w tym roku do kin, obejrzałem 74, a i tak przegapiłem sporo ciekawych pozycji. Szczególnie żałuję dwóch animacji: Louise nad morzem i Dziewczyny bez rąk, Soyera Łukasza Barczyka, antropologizującego Zudu, nagrodzonego na Docs Against Gravity Ostatniego w Aleppo i kilku innych. Część pewnie trudno już będzie nadrobić, ale inne można jeszcze gdzieś dorwać (choćby koreańskie Jak ukraść psa zagrają niedługo puszczą w Muranowie).

Plan amerykański: te 74 premiery to i tak dość dużo. Część z nich z pewnością mogłem sobie odpuścić, ale darmowe bilety, kinofilska zachłanność itd. Wiadomo. W 2018 częściej jednak będę zostawał w domu, bo odkryłem dobrodziejstwa Netfliksa i świat już nigdy nie będzie taki sam. Poza tym sądzę, że lepiej dokładnie poznać historię polskiego kina albo obejrzeć azjatycki klasyk niż iść na film, o którym z góry wiadomo, że to będzie kolejne mocne 4/10. Póki co nie wciągnąłem się w seriale, twardo trzymam się z dala (w 2017 obejrzałem tylko… Chłopów Rybkowskiego). Trudno powiedzieć, jak będzie w tym roku, na pewno obejrzę… Przyjaciół (jeszcze raz dziękuję, Netflix).

No dobra, to teraz już plan bliski, moje ulubione filmy, które w ciągu ostatniego roku trafiły do dystrybucji, na Netfliksa lub do telewizji. W podsumowaniu użyłem niektórych moich tekstów, komentarzy do moich ocen na Filmwebie itp. Bardzo proszę:

30. W sieci (Kim ki-Duk)

Kim próbuje w zwykłe kino. Z powodzeniem. Co prawda bohaterowie są dość grubo ciosani i momentami zalatuje tu symetryzmem w pokazywaniu grzechów obu stron 38. równoleżnika, ale mimo to film ogląda się naprawdę dobrze. No i Kim ostatecznie jednak wycofuje się z prawdopośrodkizmu i przeprasza się ze „zgniłym Południem”. Szanuję.

29. Frantz (François Ozon)

Tekst w relacji z Wiosny Filmów.

28. The Florida Project (Sean Baker)

U can h8 me now: nie lubię bohaterów tego filmu. Ani nieodpowiedzialnych rodziców (tak, rozumiem, że jest im trudno), ani wulgarnych dzieciaków plujących na samochód i wyzywających sąsiadów (litości, one naprawdę nie są jakimiś beztroskimi łobuziakami, a po prostu ordynarnymi gówniarzami). Mimo to lubię ten film. To ciekawy paradoks, bo przecież The Florida Project opiera się właśnie na postaciach. Ciągle nie rozwikłałem tej sprzeczności.

27. Uciekaj! (Jordan Peele)

Creepy stuff x wspaniały casting. Allison Williams wygląda tu jak Demi Moore w czasach, gdy człowiek był nastolatkiem. Pozdro dla kumatych.

26. Toni Erdmann (Maren Ade)

Tekst o filmie.

25. Song to Song (Terrence Malick)

Tak, zdaję sobie sprawę, że dialektyka proponowana przez tego jakże specyficznego reżysera należy do cokolwiek ciosanych, a i podawanie jej nabożnym głosem z off-u nie jest, delikatnie mówiąc, najlepszy pomysłem. Jednak coś mnie do tego kina przyciąga i już chyba nic na to nie poradzę <ścieżka dźwiękowa z Drzewa życia playing softly in the background>.

24. Sieranevada (Cristi Puiu)

Najbardziej przeceniany film roku (obok The Square La La Land). Ale ciągle dobre kino.

23. Ana, mon amour (Calin Peter Netzer)

Tekst w relacji z Wiosny Filmów.

22. Zombie Express (Yeon Sang-ho)

Tu chyba najlepiej wstawić obrazek.

Zombie Express
Zombie Express

21. Po tamtej stronie (Aki Kaurismäki)

Narracja jakby trochę się rozjeżdżała, ale to dalej stary dobry Aki, srogi żartowniś o gołębim sercu.

20. Paddington 2 (Paul King)

Nie przypadkiem na moim regale z książkami, na półce z literaturą angielską śpi sobie wygodnie, między Dickensem a Orwellem, pluszowy Paddington.

19. Mali mężczyźni (Ira Sachs)

Młody Joe Pesci i młody Adam Driver bujają się po dzielni. Bardzo ładne, ale też  smutne, przyprawiające o nostalgię.

18. Nie jestem twoim murzynem (Raoul Peck)

Niewiele się zmieniło. Może nawet nic.

17. Gra cieni (Kim Jee-woon)

Najpilniej strzeżona tajemnica polskiego repertuaru.

Cytowanego określenia użył Michał Oleszczyk w stosunku do koreańskiego Lamentu, pokazywanego u nas pod koniec 2016 roku. Świetne kino, bardzo słabo promowane. Dystrybutorem Lamentu było Mayfly, podobnie zresztą jak Gry cieni. Chyba coś nie do końca gra w tej firmie, bo z jednej strony dokonują celnych i odważnych wyborów repertuarowych, z drugiej – bardzo słabo o nich słychać.

Kim doskonale odnajduje się w estetyce kina szpiegowskiego i kina akcji (ma zresztą spore doświadczenie w pracy w Hollywood). Jego film jest dynamiczny, ogląda się go z niekłamaną przyjemnością, a przy tym, co nieczęste w takich razach, całkiem niegłupi – rozsupływanie sprawnie zaplątanej sieci wątków daje sporo satysfakcji. Najważniejsze jednak jest chyba to, że w Korei ktoś najwyraźniej odrobił lekcje z… tak, tak, z Jerzego Wójcika (reżyserem obrazu jest tu Kim Ji-yong). Proszę zwrócić uwagę, jaką rolę odgrywa światło w nomen omen Grze cieni. Ktoś nad tym solidnie pomyślał i nieźle przedstawił.

16. Kobieta, która odeszła (Lav Diaz)

Co rusz wpada się tu na tropy prowadzące do świętego Mateusza, Dostojewskiego i Tołstoja. Ostatecznie łączą się one ze sobą, tworząc bardzo gorzką, ale koniec końców pozostawiającą nadzieję, humanistyczną opowieść. Filipiński reżyser tym razem nie przeprowadza operacji na możliwościach percepcyjnych widza, Kobieta to klasyczna narracja (choć oczywiście trwa te swoje niespełna cztery godziny), ale pozostawia pole dla satysfakcjonujących refleksji i niebanalnych interpretacji.

15. Nazywam się Cukinia (Claude Barras)

Bardzo ładny, bardzo mądry. Puszczałbym dziecku.

Nazywam się cukinia
Nazywam się Cukinia

14. Pewnego razu w listopadzie (Andrzej Jakimowski)

Tekst o filmie.

13. A Ghost Story (David Lowery)

Arcyciekawa odsłona mitu wyprawy bohatera, z nowym ujęciem fazy liminalnej. Czy to dlatego ten film tak bardzo porusza?

12. Bracia Lumière (Thierry Frémaux)

11. Aquarius (Kleber Mendonça Filho)

Tekst w relacji z Wiosny Filmów.

10. Dunkierka (Christopher Nolan)

Niech ktoś wreszcie napisze wyczerpujący esej o czasie i przestrzeni w kinie Nolana (albo podrzuci stosowny link lub tytuł).

9. Mięso (Julia Ducournau)

Film, który chyba najbardziej podzielił moich znajomych. Ja zdecydowanie, zamaszystym ruchem ręki zapisuję się do stronnictwa pro-Mięso. Czarny humor, kanibalistyczna groteska i klimat transgresji zostają tu wpisane w kontekst rytuału – zjawiska fali wobec studentek i studentów pierwszego roku weterynarii (tak, to ważny szczegół). Jednym z elementów tzw. otrzęsin jest zmuszanie pierwszaków do zjedzenia surowej wątroby królika – co jest szczególnie trudne dla Justine, wegetarianki, głównej bohaterki filmu. Wybór, przed którym staje dziewczyna, należy do bardzo trudnych: odmowa wiąże się ze śmiercią społeczną, zgoda – ze złamaniem swoich zasad etycznych. W każdym razie: nie należy namawiać wegetarian na jedzenie mięsa, ani tym bardziej komentować diety bezmięsnej w idiotyczny sposób. Bo można skończyć na czyimś talerzu.

8. Moonlight (Barry Jenkins)

Michael Kiwanuka – Cold Little Heart. To jest kino, to są emocje. Scena, w której bohater decyduje się przyłożyć swojemu prześladowcy, ma niebywałą moc. Wspaniały obraz emancypacji. Także: Piotr Dobry zauważył, że Moonlight to dla czarnoskórych Amerykanów Tajemnica Brokeback Mountain Boyhood w jednym. I to pewnie jest prawda.

7. Po burzy (Hirokazu Koreeda)

Zaczepiacie mnie czasem w spożywczaku, kiedy wybieram pomidory lub przeglądam strony sportowe codziennych gazet. Pytacie wtedy, co robić, jak żyć. Otóż, odpowiadam, oglądać Ozu, Ann Hui i właśnie Koreedę. Nikt nie uczy (samo)akceptacji i pogody tak jak oni (no, może jeszcze czas, ofc).

Po burzy
Po burzy

6. Manchester by the Sea (Kenneth Lonergan)

Chyba nikt nie zauważył, że to jest film o fuck-upach. O setkach sytuacji, kiedyście się nie zrozumieli lub niedosłyszeli; o setkach miejsc, w których powinien stać twój samochód, ale nie stoi, bo po prostu zaparkowałeś go gdzieś indziej. O tysiącach podobnych rzeczy, drobnych, choć upierdliwych. I o tym jednym fuck-upie, który zmienia całe życie. Oczywiście mamy polskie odpowiedniki słowa fuck-up, nie trzeba uciekać się do spolszczania. W tym wypadku moim zdaniem najlepszy byłby… „przypadek”. Na razie tyle, bo sądzę, że zestawienie Manchesteru z filmem Kieślowskiego to niezły temat na osobny tekst.

5. Klient (Asghar Farhadi)

Tekst o filmie.

4. Cmentarz wspaniałości (Apichatpong Weerasethakul)

Mój ulubiony film Nowych Horyzontów 2016. Weerasethakul wpuszcza trochę powietrza (sacrum) do codzienności (profanum). Odetchnąłem głęboko.

3. Okja (Bong Joon-ho)

Takie emocje ostatni raz chyba jeszcze na Królu Lwie albo: pościgi, strzelaniny, Animal Liberation Front to mój chleb codzienny. Także: anty-Pokot, czyli Bong proponuje doskonałą „apoteozę ekoterroryzmu”. Także: ku pokrzepieniu serc osób, które w czasie wigilii i przy tego rodzaju okazjach tłumaczą się dawno niewidzianym członkom rodziny z wegetarianizmu lub – o zgrozo – z weganizmu. To nie my powinniśmy się tłumaczyć. Świat stoi na głowie.

PS Przedwczoraj dostałem od mojego brata zdjęcie wegańskiej knajpy z Reykjaviku. W środku był napis VEGAN IS THE NEW BLACK.

2. Porto (Gabe Klinger)

Filmy, które pojawiają się w twoim kinofilskim życiu wtedy, gdy najbardziej ich potrzebujesz.

Porto przemknęło przez kina niemal niezauważone. Szkoda. Osobiście trochę podciągnąłem frekwencję, bo obejrzałem ten film kilka razy, chyba trzy. Co do niego tak przyciąga? Przede wszystkim intelektualny, ale nie przeintelektualizowany koncept. Rzecz ogląda się bowiem z trzech perspektyw – jej, jego i „obiektywnej” (Kurosawa byłby dumny). Po drugie, hipnotyzujące, jakby senne przestrzenie Porto, dotychczas raczej pomijane przez oczy kamer. Wreszcie, najstarsza historia świata – on i ona któregoś dnia po prostu się spotykają. Porto to film krytyczki filmowej, osoby, która zna się na kinie, lubi je i rozumie. Swój człowiek, to widać.

1. Czerwony żółw (Michael Dudok de Wit)

Nad formą nie ma co się rozwodzić. Jest doskonała. Nie ma słowa, jest obraz. Muzyka wystarczająco dyskretna, a dźwięk – jak żywy. Wspaniałe rysunki: kreska, kształty i kolory. Trochę się natomiast dziwię, że zwykle pomija się potężny ładunek filozoficzny tego filmu. Kilka dni temu oglądałem go drugi raz i szereg pytań ciągle nie daje mi spokoju. Kim dla bohatera jest tytułowy czerwony żółw? Wrogiem? Sprzymierzeńcem? Strażnikiem progu? Jego przekleństwem czy błogosławieństwem? Chyba nie jest darem złożonym z samego siebie? Może więc ofiarą niebios? Pewnie nie przypadkiem przed przemianą żółwia w kobietę bohater spogląda w gwiazdy. A co jeśli żółw jest tu starotestamentowym Bogiem, który siłą zawraca bohatera do Edenu, a po przemianie próbuje osiągnąć ten sam cel, tyle że znacznie subtelniej? A może właśnie to jest cenniejsze – może lepiej zostać na wyspie z kochającą rodziną niż wypłynąć na pełne morze; piękne, choć zdradliwe. Słucham? Już wiecie? No to jeszcze jedna przewrotka: czy w takim razie wyspa i rodzina nie są tu niebieską pigułką, a morze i samotność – czerwoną? Przecież na to wskazywałaby puenta. A tak w ogóle czy akcja naprawdę toczy się na owej wyspie? Przecież bohater nie musiał przeżyć burzy otwierającej film. Wyraźnie sugeruje to obraz roztrzaskanej łodzi. A jeżeli żyje, to na jakich prawach działa jego wyobraźnia? Wreszcie, jak wpisać Czerwonego żółwia w inne narzucające się konteksty: Przypadki Robinsona Crusoe, Walden czy Symulakry i sumulacje? I chyba najważniejsze pytanie: czy jeśli rzeczywistość faktycznie by nie istniała, to naprawdę należałoby ją wymyślić?

Żeby nie używać wyświechtanej dychotomii mózg-serce (czy tej drugiej, z Romantyczności): hipokamp ma swoje prawa, ale ciało modzelowate i tak wie swoje. Mimo całej tej filozofii (a może przez nią?) po prostu schlipałem się solidnie. Wstałem z fotela szybko po ściemnieniu obrazu, bo nie chciałem, żeby ludzie mi się przyglądali. Kiedy już dochodziłem do wyjścia, drzwi otworzyły się szeroko – centralnie na pracownicę. Typowe you can’t run you can’t hide. Zresztą może to i dobrze. W każdym razie: dla takich filmów chodzę do kina i liczę na przynajmniej jeden podobny w 2018.

Bartosz Marzec

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s